POLSKA WOJSKOWA ORGANIZACJA REWOLUCYJNA 1939-1943

(kompilacja)

 

TEKST

            S. Borzęcki ps. Tatarski miał być oficerem kontraktowym w 57 p[ułku] p[iechoty], potem był naczelnikiem więzienia we Lwowie, przed sama wojną pracował w firmie Polmin. W miechowskim znalazł się poprzez żonę, która miała tu siostrę.

            ...Stanisław Borzęcki dostawał informacje z Komisariatu Policji w Nasiechowicach. Podobno miał też zaufanych wśród niektórych policjantów w Racławicach.

            W marcu 1940 roku PWOR zaczęła wydawać konspiracyjny biuletyn radiowy (bez tytułu), a następnie latem tego roku pismo o nazwie „Ogniem i mieczem”, jedyny drukowany wówczas na tym terenie organ prasy konspiracyjnej. Początkowo „Ogniem i mieczem” wychodziło co dziesięć dni. Od numeru 10-tego (z dnia 30.06.1942) zaczęło się już ukazywać co tydzień w każdy poniedziałek. Materiały drukarskie, papier i matryce sprowadzano z Krakowa za pośrednictwem działającej legalnie Spółdzielni Spożywców „Zaranie” w Łętkowie. Od pierwszego numeru w „Ogniem i mieczem” zamieszczano artykuły zawierające ostre akcenty antyhitlerowskie, piętnujące wszelkie formy współpracy z okupantem i nawołujące do czynnego oporu. Podawano również czerpane bezpośrednio z nasłuchu radiowego wiadomości z frontu (organizacja posiadała dwie dobrze zakonspirowane radiostacje). Aktualny serwis informacyjny, regularność ukazywania się i stosunkowo duży nakład zapewniły pismu szeroki krąg czytelników umacniając wpływy PWOR wśród miejscowej ludności. Niestety fakt że „Ogniem i mieczem” docierało do dużej grupy osób nie związanych z organizacją w pewnym stopniu dekonspirował jej działalność.

Stanisław Borzęcki w lasach miechowskich.

Źródło: Waźniewski W. : Walki partyzanckie nad Nidą 1939-1945. Warszawa : Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, 1975. 393 s.

            PWOR głosiła ideę jedności działania wszystkich Polaków, pragnących brać udział w antyhitlerowskiej konspiracji. To decydowało o jej szybkim rozwoju, lecz stało się jednocześnie przyczyną wewnętrznych tarć. Już w kwietniu 1940 roku w łonie organizacji zaznaczyły się tendencje rozłamowe, które uległy nasileniu gdy po napaści Niemiec na Związek Radziecki, a zwłaszcza po klęsce armii hitlerowskiej pod Stalingradem w PWOR umocniły się wpływy lewicowe i proradzieckie. Lewicowcy nawoływali do niezwłocznego podjęcia walki partyzanckiej, oraz stosowania dywersji i sabotażu wszędzie tam gdzie tylko jest to możliwe, bez względu na koszty. W ich mniemaniu rozprzestrzenienie się wystąpień zbrojnych przeciwko okupantowi na ziemiach polskich nieuchronnie musiało prowadzić do osłabienia jego potęgi militarnej na froncie wschodnim i w konsekwencji niosło nadzieję szybkiego wyzwolenia kraju przez Armię Czerwoną. Z poglądami tymi nie zgadzali się prawicowi członkowie PWOR. Zwracali oni uwagę na fakt że wzrost akcji zbrojnych przeciwko okupantowi spowoduje wzmożenie działań represyjnych wśród ludności cywilnej pociągając za sobą tysiące niepotrzebnych ofiar. Zwiększy również ryzyko przypadkowych wpadek lub celowych denuncjacji zagrażając istnieniu samych organizacji konspiracyjnych. Prawicowcom bliższe były raczej hasła głoszone przez Narodową Organizację Wojskową i Związek Walki Zbrojnej nawołujących do zachowania względnego spokoju i jednocześnie wskazujących potrzebę prowadzenia dalszej rozbudowy struktur konspiracyjnych oraz dozbrajania oddziałów bojowych w oczekiwaniu na chwilę wybuchu wielkiego zrywu narodowego. Zryw ten miał nastąpić dopiero gdy rozgromione na froncie wschodnim wojska hitlerowskie, wycofując się pod naporem Armii Czerwonej w głąb krajów okupowanych stały by się niezdolne do podjęcia regularnej walki na swoim zapleczu. Poglądy te przypominały scenariusz z 1918 roku kiedy to zbrojne oddziały polskie własnymi siłami wyzwoliły kraj spod zaborów, ponosząc przy tym stosunkowo niewielkie straty.
Dla komendanta Borzęckiego wyczekiwanie było jednak niegodne honoru żołnierza. Mimo iż nie reprezentował poglądów lewicowych zdecydowanie odrzucił propozycję włączenia PWOR do ZWZ i rozpoczął przygotowania do podjęcia akcji dywersyjnych. Decyzja ta stała się bezpośrednią przyczyną rozłamu w organizacji. Wkrótce odeszli z niej dotychczasowi bliscy współpracownicy „Tatarskiego” a z czasem również dalsi członkowie o poglądach prawicowych. Ich miejsce niezwłocznie zajęli aktywiści byłej Komunistycznej Partii Polski oraz członkowie Polskiej Partii Robotniczej. W międzyczasie Borzęcki dokonał reorganizacji PWOR wprowadzając dwa szczeble wtajemniczenia. Pierwszy szczebel obejmujący w sumie około 500 osób, skupiał członków, zwolenników oraz sympatyków organizacji. Drugi szczebel stanowili ludzie mniej zaufani, wśród których ograniczano się w zasadzie tylko do kolportażu pisma „Ogniem i mieczem”.

            Wiosną 1943 roku na bazie PWOR powstały trzy grupy partyzanckie działające w rejonie Słomniki-Skała-Proszowice. Pierwsza z nich dowodzona bezpośrednio przez „Tatarskiego” operowała w rejonie Gołczy, druga w rejonie Pielgrzymowic. Trzecia grupa będąca właściwie bojówką działała na terenie Miechowa, Iwanowic, Minoga i Gołczy. Do jej zadań należało przede wszystkim czuwanie nad bezpieczeństwem miejscowej ludności oraz przeciwdziałanie tzw. łapankom i wywozom na roboty przymusowe do Rzeszy. Część członków tej grupy zamieszkująca w pobliżu stacji kolejowej w Słomnikach miała również współuczestniczyć w akcjach niszczenia niemieckich transportów kolejowych przy użyciu środków zapalających o opóźnionym działaniu. Do celów dywersyjnych „Tatarski” zgromadził pewną ilość broni którą ukryto w Radziemicach. Ponadto w dniu 1 lutego 1943 roku sprowadzono z Krakowa 300 kg materiałów wybuchowych.
Planowane akcje miały obejmować przede wszystkim znajdujące się na terenie powiatu miechowskiego urządzenia kolejowe. Termin pierwszej z nich wyznaczono na początek marca jednak z niewiadomych przyczyn akcja nie została przeprowadzona. Zamiast tego w końcu marca „Tatarski” polecił wydzielonej grupie członków PWOR odebrać broń wszystkim strażnikom leśnym. Akcja ta zakończyła się sukcesem. Zaskoczeni strażnicy nie stawiali oporu i oddawali wszelką broń nawet tą ukrytą. W zamian dostawali pokwitowanie informujące że broń została zarekwirowana przez „rosyjską grupę desantową”. W dniu 27 marca 1943 roku grupa wypadowa pod dowództwem „Tatarskiego” urządziła zasadzkę na samochód osobowy przewożący starostę miechowskiego i szefa miejscowego Gestapo. Obaj zostali ranni. W ostatnich dniach marca i na początku kwietnia 1943 roku PWOR kolportowała ulotkę o następującej treści:

 POLACY!

            Wzywamy wszystkich mężczyzn zdolnych do władania bronią do czynu do boju!!! Rozkazujemy odebrać natychmiast wszelką ukryta przed wrogiem broń polskim oddziałom już operującym w terenie. Rozkazujemy rozbrajać wszystkie posterunki Policji Polskiej, przecinać i przerywać wszystkie połączenia telegraficzne i telefoniczne, przerywać połączenia kolejowe, uszkadzać mosty, karać wszystkich bez wyjątku Polaków stojących na usługach wroga i dołączyć do oddziału, gdyż tylko wspólna, zbiorowa akcja doprowadzi do skutecznego oporu i końcowego zwycięstwa (...)

Wobec niezdecydowanego stanowiska niektórych kierowników ruchu niepodległościowego wzywamy również wszystkie pokrewne oddziały wojskowe do współdziałania. 

Wzmożona aktywność organizacyjna i dywersyjna PWOR wzbudziła duże zaniepokojenie działającej na tym samym terenie Narodowej Organizacji Wojskowej. W obawie przed wywołaniem przez działania PWOR zakrojonego na szeroką skalę odwetu ze strony okupanta na mieszkańcach powiatu miechowskiego rozważano nawet możliwość wydania „Tatarskiego” i innych członków tej organizacji władzom niemieckim. Ostatecznie jednak zdecydowano się na ich likwidację własnymi siłami. Sporządzeniem aktu oskarżenia zajął się wywiad NOW. Wkrótce potem władze tej organizacji wydały rozkaz zlikwidowania komendanta i jego najbliższych współpracowników. Z różnych przyczyn akcje te zakończyły się jednak niepowodzeniem. Przypuszczalnie były one jednak koordynowane z działaniami ZWZ gdyż niemal w tym samym czasie jeden z byłych członków PWOR a obecnie aktywista ZWZ wykradł w nocy nadajniki oraz maszynę do pisania i powielacz pozbawiając w ten sposób organizację łączności i możliwości wydawania „Ogniem i mieczem”. „Nie wiadomo jakim sposobem ale „Tatarski” zdołał wydrukować jeszcze ostatni pożegnalny numer tego pisma. Uukazał się on w dniu 5 kwietnia 1943 roku i ponownie nawoływał on do podjęcia akcji dywersyjnych.
Wkrótce potem na trop Borzęckiego wpadła policja i niemiecka żandarmeria. Zagrożony aresztowaniem komendant sformował około trzydziesto osobowy oddział i przeszedł w lasy z zamiarem podjęcia walki partyzanckiej. Po denuncjacjach dezertera z oddziału PWOR i zaprzyjaźnionego z nim sołtysa ze wsi Nasiechowice niemiecka żandarmeria i granatowa policja  okrążyła w dniu 14 maja 1943 roku w lasach polanowickich oddział 23 partyzantów PWOR. Ci jednak rozwinąwszy się w tyralierę wyparli wroga na otwartą przestrzeń. Niemcy spędzili zatem okolicznych chłopów uzbrojonych w widły i siekiery rozkazując im iść przeciwko partyzantom, sami zaś postępowali za nimi. Partyzanci przepuścili jednak wieśniaków do lasu i zaatakowali wroga powtórnie go przepędzając. Podczas ucieczki hitlerowcy porzucili cztery karabiny oraz pewną ilość granatów i amunicji. O stratach partyzantów brak danych. W odwecie za porażkę jeszcze tego samego dnia Niemcy wpadli do Nasiechowic gdzie zastrzelili gospodarza u którego przez dłuższy czas mieszkał „Tatarski”. Partyzanci z PWOR wkrótce uznali dezertera z oddziału i współpracującego z nim sołtysa za zdrajców i wydali na nich wyrok śmierci (
W sumie w czasie całej konspiracyjnej działalności PWOR wydała i wykonała jedynie 5 wyroków śmierci i dotyczyły one tylko zdrajców lub kolaborantów). Dezerter w jakiś czas potem został zlikwidowany a sołtys ukrywał się do końca wojny korzystając z opieki ZWZ.

            Oddział „Tatarskiego przeprowadził jeszcze kilka akcji przy czym zbiegły się one niemal z jednoczesnymi uderzeniami oddziałów Gwardii Ludowej. Działania te wywołały zaniepokojenie władz hitlerowskich, które stanęły wobec faktu rozpoczęcia walki zbrojnej na obszarach bezpośrednio przylegających do Krakowa stanowiącego siedzibę rządu gubernatora Hansa Franka. Ta okoliczność oraz obawa przed rozszerzeniem się działań partyzanckich legły u podstaw zakrojonej na szeroką skalę, bezwzględnej i krwawej pacyfikacji przede wszystkim miejscowości stanowiących oparcie dla oddziałów Gwardii Ludowej i PWOR. W dniu 4 czerwca 1943 roku. Niemcy uderzyli jednocześnie z dwóch stron: z Miechowa na południową część powiatu miechowskiego będącą rejonem działania PWOR oraz z Buska na północną część powiatu Pińczowskiego – rejonu działania Gwardii Ludowej. W pacyfikacji południowej części powiatu miechowskiego udział brało zgrupowanie złożone z Schutzpolizei, żandarmerii, Sonderdienstu, Gestapo, granatowej policji i SS – w sumie około 200 ludzi. Na samochodach i chłopskich wozach wjechali oni o świcie do wsi Nasiechowice, Pojałowice oraz Zagaje Zagorowskie gdzie w ciągu godziny wymordowali 99 osób. Podobne akcje przeprowadzono w tym dniu również w innych miejscowościach, m.in. Dziewięciołach i Mumiakowicach ale tam ilość ofiar nie przekroczyła 20 osób. Zastanawiający jest przy tym fakt że hitlerowcy wyciągali z domów ludzi według z góry przygotowanej listy i rozstrzeliwali ich bez przesłuchania pojedynczo lub grupami. Podobne egzekucje przeprowadzano jeszcze wielokrotnie. W czasie tych pacyfikacji części żołnierzy PWOR udało się zbiec i schronić w okolicznych lasach. Niemcy znęcali się wtedy nad ich rodzinami. Na skutek masowych egzekucji liczebność oddziału szybko malała. Komendant jednak nie przerwał działalności dywersyjnej. W dniu 27 czerwca 1943 roku w odwecie za zbrodnie hitlerowskie rozbroił posterunek niemiecki przy moście w Polanowicach, po czym wraz z oddziałem przeszedł w lasy rejonu Goszczy. Tam jednak wkrótce został zaatakowany przez żandarmerię i granatową policję. Wówczas „Tatarski” z pozostałymi mu żołnierzami udał się w kierunku wschodnim. W okolice Koniuszy i Proszowa. Jego oddział nie liczył wtedy więcej niż 20 ludzi. Ci jednak widząc beznadziejną sytuację wkrótce opuścili swojego dowódcę. Osamotniony Borzęcki wraz z żoną, jej przyjaciółką oraz jedynym pozostałym przy nim 18-letnim żołnierzem przeszedł na teren gminy Skała, gdzie zamieszkał u biednego chłopa we wsi Laski-Poręba. Pod wieczór w dniu 5 grudnia 1943 roku z pobliskiego lasu niespodziewanie wypadli żandarmi i granatowa policja z posterunku w Skałach. Otoczyli oni dom w którym „Tatarski” przy zasłoniętych okiennicach grał właśnie z kilkoma znajomymi w karty. Niemcy rozkazali wszystkim kolejno opuścić mieszkanie. Wkrótce w środku pozostał tylko komendant z żoną i jej przyjaciółką. Po chwili otworzyli oni do napastników ogień. Faszyści widząc że nie uda im się wziąć „Tatarskiego” żywcem, zmusili właściciela domu do podłożenia ognia pod zabudowania. Mimo szybko rozprzestrzeniającego się pożaru komendant ostrzeliwał się jeszcze przez dłuższą chwilę. Gdy strzały umilkły do dopalającego się budynku wpadli żandarmi i wywlekli na podwórze nieżyjącego już Borzęckiego oraz ciężko ranne, jęczące z bólu kobiety, które dobili strzałami z rewolwerów. Z zabitych zdarto odzież a następnie rozkazano nakryć zwłoki słomą i pozostawić koło drogi dla odstraszenia ludności od dalszej współpracy z partyzantami.

 

Źródła: Michta Norbert, Z lat walki. Warszawa. (1975); Michta Norbert, Ważniewski Władysław, Dzieje Polskiej Wojskowej Organizacji Rewolucyjnej w latach 1939-1943. Wojskowy Przegląd Historyczny. Nr 2. (1973).

 

 

Jeżeli chcesz szybko przejść do nadrzędnej strony kliknij poniższy interaktywny przycisk.

 

UWAGA!!! Jeżeli wykryjecie jakieś niezauważone przeze mnie błędy proszę o informację. Za wszelkie konstruktywne uwagi z góry serdecznie dziękuję.

JESTEŚ    GOŚCIEM

W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU ODWIEDZONO JĄ
JUŻ   RAZY