Władysław Smoleński

 OSTATNI ROK SEJMU WIELKIEGO

(wyciąg)

 

TEKST

            Dobrodziejstwa prawa z 18 kwietnia roku 1791, które weszło do artykułu III ustawy rządowej, służyły tylko mającym przywileje lokacyjne miastom niegdyś królewskim, obecnie przezwanym wolnymi. Nie rozciągały się one na te królewszczyzny, które wprawdzie nosiły nazwę miast, lecz przywilejów lokacyjnych nie miały. Nie przysługiwały również miastom prywatnym, zarówno duchownym, jak i świeckim, podlegającym zwierzchnictwu dziedziców. Miasta te zarówno królewskie jak i dziedziczne robiły jednak zabiegi około pozyskania dobrodziejstw prawa kwietniowego. Już w roku 1790 mieszkańcy Mińska, w ziemi czerskiej, podali do króla suplikę o glejt to jest list żelazny dla zabezpieczenia ich od zwierzchnictwa dziedziców. Twierdzili, że Mińsk, lokowany na prawie Chełmińskim, zrównany był we wszystkich prerogatywach z Liwem, na dowód czego przedstawili konfirmowany w roku 1556 przez Zygmunta Augusta przywilej Konrada, Bolesława i Jana, książąt Mazowieckich.
Suplikę mieszczan odesłał król do roztrząśnięcia podkanclerzemu koronnemu, Kołłątajowi. Że rezolucya Rady Nieustającej z 9 lutego roku 1791 wzbraniała wydawania glejtów dla miast dziedzicznych, ksiądz podkomorzy zadość uczynienia suplikantom na razie odmówił. Niebawem pokazano mu zapieczętowany 27 maja roku 1790 przez kanclerza wielkiego koronnego glejt dla miasta Susznawy, w województwie kijowskim, stanowiącego dziedzictwo Pauszy. Opierając się na tem, wydał Kołłątaj Minszczanom glejt ubezpieczający ich od sądownictwa dziedzica, robocizny i wszelkich ciężarów, do których pociągani byli wbrew przywilejowi lokacyjnemu.
Tak samo uczyniło później wiele innych miast. Dotknięci w dotychczasowych prawach swoich posesorowie dla pohamowania mieszczaństwa na różnych jęli zabiegać drogach. Właściciel Mińska, Borzęcki (1) zwrócił się wprost do Sejmu, który dotąd wobec fermentu mieszczaństwa zachowywał się biernie. Dyskusyę seymową w tej materyi wywołał dopiero sprawą Borzęckiego Skórkowski sandomierski. Na sesyi 20 czerwca roku 1791 w zażaleniu jakie wniósł w interesie swojego przyjaciela politycznego, zarzucił postąpieniu podkanclerzego koronnego nieprawość, domagał się skasowania glejtu, wydanego dla Minszczan. Potem przemawiał w tej sprawie Kołłątaj, kanclerz Małachowski, Wójczyński rawski, aż przeszedł jednomyślnością projekt Czarnołuskiego czerniechowskiego: zapieczętowane dla miast dziedzicznych glejty znoszący i wydawaniu podobnych zakazujący. Potwierdził to król uniwersałem ogłoszonym 15 lipca roku 1791.

            Uformowała się pod dowództwem właściciela Mińska pod Warszawą, Stanisława Borzęckiego, kompania ludzi młodych, gołych, a zuchwałych, niepowściągliwych w języku, szerzących pogróżki. Za przedmiot obmów swoich brali zazwyczaj Kołłątaja, o którym głosili, że w błąd wprowadził króla, Ignacego Potockiego i marszałka Małachowskiego; zwykłą przechwałką ich była gotowość wywrócenia konstytucyi. Gdy podczas limity sejmowej w lipcu roku 1791 zjechał do Warszawy Wojciech Suchodolski, kasztelan radomski, schadzki stały się częstsze, pogróżki i przechwałki głośniejsze. Zbierali się w mieszkaniu pani Walewskiej, u Turny, kasztelana lubaczowskiego, Rzyszczewskiego, u posła bracławskiego, miecznika koronnego, Grocholskiego, niekiedy u Borzęckiego w Mińsku. Zwracali się do Bułhakowa z zapewnieniem że konstytucya upaść musi, mają bowiem sposoby, co minister rosyjski aprobował, chociaż zachęty do czynu nie dawał. W pracach tych brał udział Branicki. Korzystając z nieobecności w Warszawie podczas limity sejmowej głównych stróżów nowego porządku – Ignacego Potockiego, jako ministra policyi i pisarza Rzewuskiego, jako komendanta garnizonu, powziął Branicki zamiar porwać króla z Łazienek, następnie sejm rozpędzić i ustawę rządową zwalić. Król ostrzeżony listem anonimowym, zbadanie sprawy powierzył Kołłątajowi. Ksiądz podkanclerzy wiadomości niektóre stwierdził, dostarczył też szczegółów nowych, lubo niepewnych. Jak jednak pisał do króla wszystkie zabiegi Borzęckich, Rzyszczewskich, Grocholskich, nie wyłączając Branickiego miał za głupstwo.
            Tym czasem przesiadujący za granicą Szczęsny Potocki stawał się głową opozycji. Odwiedzający go w Wiedniu przyjaciele wyjeżdżali pokrzepieni w nienawiści dla konstytucji, lecz nieświadomi ani planów, ani podjętych już środków. Na początku października Szczęsny Potocki wraz z Rzewuskim w wielkiej tajemnicy wyjechali z Wiednia do Jass na pertraktacje z Potiomkinem. Ich przyjaciele poczytywali to jednak za bajkę i wciąż słali listy pod dawnym adresem. Co rezolutniejsi, głównie ci, którzy nie mieli sposobności z generałem artylerii konferować osobiście, nasuwali im plany własne. Niektórzy nawet osobiście wędrowali nad Dunaj. Do takich należał Borzęcki, który z Karlsbadu z porucznikiem Dębińskim stanął w Wiedniu w połowie października. W Wiedniu nie mógł się niczego dowiedzieć, zostawił zatem list.

            „...Choćby za wszczętą rewolucyą mógł nastąpić podział Polski, równym to dla niej widzę losem, jak gdy się utrzyma rząd 3 maja, żadnej nieznajdując różnicy między niewolą, którąby Polacy gnębieni byli albo pod własną monarchią, albo pod monarchią tych potencyi, któreby ich między siebie podzieliły...
Rewolucya, choćby najkrwawsza, wzdrygać nas nie powinna... Trzeba takiemu narodowi koniecznie gwałtownego wzburzenia, któreby przerwało, a przeto odmieniło sposób życia obyczajów, wytępiło najpierwszych zbrodniarzów i zniosło to odwieczne źródło zbrodni i nieszczęść dla Polski, króla, czego spokojna żadna rewolucya dokazać nie może, tylko krwawa i życzyłbym z tych powodów jak najdłuższa. Wojna więc domowa nie nieszczęściem, ale dobrem jest dla ojczyzny. Pozwól sobie powiedzieć, że jeślibyś chciał spokojnie rzeczy odmienić, na krótki tylko czas przywrócisz wolność ojczyźnie i staniesz się może jeszcze ofiarą zdrajców...
Moskwa przy okoliczności dopiero skończonej wojny i przez to, co się w Polsce stało, oświeconą zapewne została, że jest jej interesem nie panować w Polsce, ale być z nią ściśle złączoną i widzieć ją równie zewnątrz, jak i wewnątrz niepodległą... Przeto wsparcia u niej szukać i z nią łączyć powinniśmy.”

Gotów był Borzęcki na wszystko; z niecierpliwością oczekiwał wiadomości o terminie rozpoczęcia kontrrewolucyi. Nie przerażała go przewidywana konfiskata majątku, skoro Szczęsny Potocki przyrzekł mu kredyt (Borzęcki do Szczęsnego Potockiego 15 października roku 1791. Rkp. Muzeum ks. Czartoryskich , nr 3473).

            Borzęcki z porucznikiem Dębińskim z Wiednia 31 stycznia 1792 roku zjechał do Lwowa, gdzie u matki zastał listy Szczęsnego Potockiego i Rzewuskiego. Razem z Suchorzewskim, który biegał po Litwie z respektem generała artyleryi na ordynans z 2 stycznia roku 1792, pozbawiający go dawnych tytułów, wyprawił z listami do Jass Dębińskiego. W listach tych pisał:

            „Wielu nawet dobrze myślących obywateli, nad tą się zastanawia uwagą, że mało zyska Polska, jeżeli zrzuciwszy jarzmo 3 maja, wróci do gwarancyi Moskiewskiej. Podług mnie, choćby inaczej nie było można, jak wrócić się do podobnej przemocy Moskwy, jakiej doznała Polska, wolałbym to nieszczęście, jak najhaniebniejsze ze wszystkich 3 maja...
Zwalić, haniebne dzieło 3 maja bez najprzykładniejszego, a nigdy nadto surowemu być nie mogącego ukarania jej sprawców; zwalić to dzieło bez ich krwi, bez wyrzucenia ich na zawsze z kraju naszego, zdaje mi się, iż to będzie na czas tylko wziąć górę nad zbrodnią, ale nie zniszczyć ją, nie zmieść ją na zawsze...

Wypadałoby, zdaniem Borzęckiego, władzę królewską znieść zupełnie, a przynajmniej usunąć Stanisława Augusta. Byłoby najlepiej przymusić go sekretnie do abdykacyi dobrowolnej w zamian za pensyę na pędzenie żywota we Włoszech. Dla oszczędzenia ciężaru skarbowi i nowemu królowi, obywatele urządzą składkę na wyposażenie Poniatowskiego. Nie ma tak ciężkiej ofiary, jakiej nie byłoby warto ponieść dla jego detronizacji.
Borzęcki błagał także Potockiego, iżby kupił Zbaraż. Donosił, że na Kontraktach dubieńskich sprzedał Mińsk i Mrzygłód. Zamierzał też jechać za Szczęsnym do Petersburga (Borzęcki do Szczęsnego Potockieo 29 i 31 stycznia roku 1792 z Dubna. Rkp. Muzeum ks. Czartoryskich nr 3474).

Przypisy:

1. Stanisław Borzęcki był prawdopodobnie synem głośnego z dziwactw cześnika koronnego, który, nabiwszy sobie głowę pretensyami do korony, w bezkrólewiu po Auguście III przejadł całą prawie fortunę. Tytułował się właścicielem: Przyłuk (w woj. Bracławskim), Mińska (pod Warszawą), Konstantynowa, Mrzygłodu i Zbaraża, obciążonych olbrzymimi długami. Miał matkę zamieszkałą we Lwowie.

 

ŹRÓDŁA

Smoleński Władysław, Ostatni rok Sejmu Wielkiego. Kraków. (1896). Wyciąg.

 

 

Jeżeli chcesz szybko przejść do nadrzędnej strony kliknij poniższy interaktywny przycisk.

 

UWAGA!!! Jeżeli wykryjecie jakieś niezauważone przeze mnie błędy proszę o informację. Za wszelkie konstruktywne uwagi z góry serdecznie dziękuję.

JESTEŚ    GOŚCIEM

W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU ODWIEDZONO JĄ
JUŻ   RAZY