LEON LIPKOWSKI
MOJE WSPOMNIENIA 1849-1912
(wyjątki)

Zawadówka
była siedzibą babki mojej,
Anny z Borzęckich Lipkowskiej.
Osierocone rodzeństwo
Borzęckich składali:
Anna,
Wincenta i
Józef. Babka
moja w roku 1796 wyszła za mąż za dziada mego,
Józefa Lipkowskiego
(ur.1769, zm. 1812), porucznika kawaleryi narodowej, następnie chorążego powiatu
hajsyńskiego.
Józef
Borzęcki, kawaler, dzielny i wielce popularny, zginął w bitwie pod
Majdanem w roku 1831. Bohaterską śmierć tego zacnego starca-patryoty pięknie
opisał w swych pamiętnikach naoczny świadek, ks. Aleksander Jełowiecki. Blizka
krewna Borzęckich, Brygida Kadłubska wykonała nader udany portret Józefa
Borzęckiego, który przechowuję w swych zbiorach.

Portret Józefa Borzęckiego
Przy babce mieszkała siostra
Wincenta, niezamężna, osoba inteligentna i wykształcona; jej obszerna korespondencya z Tadeuszem Czackim w kwestiach oświatowych zaginęła (żyła
jeszcze w 1842 roku o czym świadczy jej list datowany w Sinicy, 23 stycznia).
Babka
Anna, osoba wielkiej powagi i zacności, owdowiawszy w roku 1812, została
opiekunką dwóch synów: Henryka i Leona i ich pięknego majątku, składającego się
ze wsi Zawadówki, Krasnosiółki i Chramówki, położonych nad Bohem; zarządzała
majątkiem i prowadziła gospodarstwo sama, udając się o radę do ludzi
doświadczonych w kwestyach administracyjnych i gospodarczych. Synów pod opieką
ich mentora Michała Mikulicza umieściła w szkołach winnickich. Szkoły te,
świetnie prowadzone pod wpływem kuratora ks. Adama Czartoryskiego, znakomicie
się rozwijały i dały krajowi wielu światłych i zacnych obywateli. Po dojściu do
pełnoletności Henryka i Leona babka oddała im majątek. Synowie powróciwszy z
powiatu po dokonaniu formalności, przywieźli akt, przyznający matce dożywocie na
całym majątku. Jako świadkowie podpisani byli na tym dokumencie: Michał Mikulicz
i Piotr Moszyński, przyjaciel i rówieśnik mego ojca Henryka. Babka była bardzo
wzruszona tym dowodem serca synów, lecz dożywocia nie przyjęła, zachowując sobie
tylko dwór w Zawadówce i pewną rentę dożywotnią.
W 1818 roku zmarł w Karlsbadzie bratanek dziada mego Jan Lipkowski, który
posiadając znaczny spadek po rodzicach, uważany był za człowieka zamożnego i
takim był w istocie. Babka moja, jako opiekunka jego sukcesorów, a swoich synów,
dała pełnomocnictwo na poszukiwanie spadku w Odesie, gdzie okazało się że
sukcesya składała się z willi nad morzem, pięknie urządzonej, obfitującej w
cenne meble i bronzy. Sama zaś z synami wyruszyła w roku 1820 przez Drezno do
Karlsbadu. Podróż tę odbywano naturalnie własnymi końmi, powozem krytym i bryką
pod rzeczy i dla służby. Wyjazd ten jednak nie przyniósł oczekiwanych
rezultatów. W Karlsbadzie władze miejscowe doręczyły mej babce, jako całą
pozostałość po nieboszczyku, bardzo piękną machoniową, w mosiądz okutą
szkatułkę, lecz opróżnioną z dokumentów, notat a nawet korespondencyi.
Babka była bardzo przywiązana do mego ojca i wysoko ceniła moją matkę, nas
wnuków zaś szczerze kochała. Zachowała też tkliwą pamięć o pierwszej żonie syna
swego Leona, Krystynie Mańkowskiej z domu i pokazując nam jej portret
rozrzewniała się. Odwiedzaliśmy często naszą babkę w Zawadówce, odległej o pięć
wiorst od Krasnosiółki; zawsze była nam bardzo rada, jak również i jej siostra
babka Wincenta, która pisywała udane wiersze, między innymi napisała sympatyczny
wierszyk z okazji otrzymania wizerunku swego ulubionego pieska, namalowanego
przez swoją kuzynkę Brygidę Kadłubską.
„DO
PORTRETU PIESKA
NAMALOWANEGO PRZEZ BRYGIDĘ KADŁUBSKĄ”
„Przyjacielu mój wierny, ty mnie
uczysz cenić
Cnotę, którą dziedziczysz, a którą odmienić
Nic nie zdoła, ni nędza, ni żadne cierpienie,
Za jedno pogłaskanie, jedno pożywienie.
Ty mi troski osładzasz, radość moją czujesz,
Towarzyszysz mi wszędzie, wiernie mnie pilnujesz,
Przenikasz myśli moje, z oczów moich czytasz
Rozkazy, te z radością i zapałem chwytasz.
Ty moje oddalenie tęsknotą opłacasz,
Wszystkie kroki me śledzisz, ze smutkiem powracasz,
W ciemnym kącie dla siebie wybierasz schronienie,
Czuwasz, drżysz i wybiegasz na każde skinienie.
O, jakież powitanie duszy się udziela -
Ten tylko czuć to może, kto ma przyjaciela.
Przedziera się przez tłumy, wspiera się na szyję,
Skacze, liże me ręce i z radości wyje.
O przykładzie dobroci, obrazie wdzięczności
Czemuż ty serc nie przyjmiesz oddanych dzikości,
Co pod maską przyjaźni, jad trucizny kryją
Chytrość, zazdrość, obłudę i dla zemsty żyją.
Żyj, psie wierny, twe cnoty w pamięci zachowam -
Ciebie w późnej starości pilnością dochowam,
A gdy mi cię wydrze, pokryje mogiła -
W rysach, w których tak żywo twój obraz oddany
Uwieczniła cię ręka Brygidy kochanej.”
Z Zawadówki wywoziliśmy zawsze jak najmilsze wrażenia z tych odwiedzin. Przyjeżdżała też „Pani Chorążyna”, bo tak lubiła babka aby ją tytułować, z siostrą do Krasnosiółki na kilkudniowy pobyt, co dla nas dzieci prawdziwą było radością. Babka zmarła w roku 1851, przeżywszy lat 80, błogosławiąc nas wszystkich i pozostawiając głęboki żal w całej rodzinie. Wincenta żyła jeszcze w 1842 roku o czym świadczy jej list datowany w Sinicy, 23 stycznia tego roku.
Źródła: Lipkowski Leon, 1913 - Moje wspomnienia 1849-1912. Kraków.
Dla lubiących wpisywanie wszystkiego ręcznie podaję poniżej pełny adres:
|
minerals@redbor.pl |
JESTEŚ
GOŚCIEM
W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU
ODWIEDZONO JĄ
JUŻ
RAZY