Gdzieś daleko we wszechświecie na planecie zwanej Nową Ziemią w małej wiosce
mieszkała grupka ludzi. Nie uznając kłótni i wojen wiedli szczęśliwy żywot
pracując wspólnie w polu i zgodnie dzieląc się tym, co urodziła im ziemia.
Na ganku
przed jedną z chat w bujanym fotelu siedział młody brodaty mężczyzna. Spokojnie
palił fajkę. Przed nim na trawie kręciły się dwa stare roboty. Na ich
poobijanych korpusach zachowały się już tylko resztki zielonej i niebieskiej
farby. Wokół robotów wesoło biegały dzieci. Słońce znikało już za horyzontem i
powoli zaczynało się ściemniać.
Przed chatą pojawił się młody dobrze zbudowany mężczyzna.
Panie? – powiedział.
Marku ile razy mam cię prosić abyś się tak do mnie zwracał.
Przepraszam, ale to z przyzwyczajenia – odpowiedział Marek poczym dodał. –
Zawsze mówiliśmy tak do naszego Pana a kiedy przed dziesięciu laty od nas
odszedł ty stałeś się nam wodzem.
I dlatego od dziesięciu lat męczysz mnie tym swoim Panie? – podniósł nieco głos
brodacz.
Marek nic nie odpowiedział. Spuścił głowę i czekał w milczeniu.
No dobrze już. Wysłałeś wiadomość? – spytał łagodnie brodacz.
Tak p... – Marek ugryzł się w język.
To dobrze. Dziękuję ci bardzo – odpowiedział brodacz i zamyślił się.
Marek skiną głową i odszedł.
Z wnętrza chaty wyszła piękna młoda kobieta. Jej długie ciemne lekko kręcone
włosy opadały aż za ramiona.
Kobieta powoli zbliżyła się do fotela.
Mężczyzna jakby się ocknął.
Kobieta zarzuciła mu ręce na ramiona, przytuliła się.
Wiesz Andrzeju życie tutaj jest piękne - wyszeptała.
Wiem Elu, ale najpiękniejsze jest to, że jesteśmy razem – odpowiedział mężczyzna
i obydwoje zapatrzyli się w niebo.
JESTEŚ
GOŚCIEM
W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU
ODWIEDZONO JĄ
JUŻ
RAZY
|
|
|
|
