|
|
|
JESTEŚ
W SUMIE OD ZAŁOŻENIA WITRYNY W 2005 ROKU
ODWIEDZONO JĄ
MOJE KOLEKCJONERSTWO Od kiedy pamiętam zawsze coś zbierałem. Pierwsze były pocztówki, później kolejno znaczki, monety, stare żelazka na węgiel i puszki od piwa. Gdy już trochę spoważniałem, (jeśli w wieku dwunastu lat można być poważnym) zainteresowałem się kilkoma dziedzinami nauki a szczególnie chemią. Najbardziej lubiłem hodować kryształy Niestety moje marzenia o efektownych doświadczeniach ciągle rozbijały się o brak odpowiednich odczynników a zwłaszcza różnorodnych związków metali. Chwilowo, więc oddałem się pogłębianiu wiedzy teoretycznej, w oka mgnieniu pochłaniając całe tomy różnych dzieł, miej lub bardziej naukowych. W tym czasie wpadła mi w ręce książka Kazimierza Maślankiewicza pt. „Wśród minerałów i skał”. Muszę przyznać, że początkowo nie wzbudziła mojego zainteresowania. Pewnego zimowego wieczoru, gdy akurat nie miałem nic innego do czytania, postanowiłem wreszcie do niej zajrzeć. Zdjąłem ją z półki, zdmuchnąłem wielomiesięczny kurz, otworzyłem, zacząłem czytać i... Skończyłem nad ranem. Byłem oszołomiony. Przecież minerały to prawie czyste związki różnych pierwiastków tak potrzebne mi do doświadczeń. Wystarczy je tylko trochę przerobić...
Poszukiwanie agatów w
Płuczkach
Natychmiast chciałem szukać minerałów. Szukać, ale gdzie? Pomyślałem, że
minerały chyba najłatwiej znaleźć na hałdach kopalń, w których je
eksploatowano. Najlepiej gdyby były to kopalnie już nieczynne, bo tam nikt
nie będzie zabraniał mi wejść. No dobrze, ale gdzie w Polsce są takie
kopalnie? Musiałem jak najszybciej zdobyć na ten temat jakąś wiedzę.
Zacząłem pochłaniać kolejne tomy książek, tym razem o historii polskiego
górnictwa, zwłaszcza kruszcowego (przecież najbardziej interesowały mnie
związki metali). W ciągu kilku miesięcy, po przeczytaniu setek publikacji i
artykułów, zdołałem dowiedzieć się na tyle dużo, że byłem w stanie wytyczyć
trasę swojej pierwszej wyprawy po minerały. Na wyprawę tę wyruszyłem w lipcu
1980 roku (patrz:
Galeria fotografii). Zebrałem wtedy kilka okazów (niektóre z kryształami), i po
powrocie do domu... Ustawiłem je na półce. O żadnej przeróbce nie było już
mowy. Teraz znajomość chemii ułatwia mi identyfikowanie minerałów. Historia
polskiego górnictwa kruszcowego stała się moją drugą pasją (patrz: „Wykaz
złóż i lokalizacji geologicznych w Polsce”).
Początki mojego zbierania minerałów były raczej trudne. Pierwszym znalezionym przeze mnie okazem był złoty sześcienny kryształek z charakterystycznym prążkowaniem na ścianach, słowem ewidentny piryt. Chyba przez pół roku wypytywałem różnych fachowców, co to jest i czy to na pewno to. W końcu mieli mnie dosyć. Początkowo zbierałem wszystko jak leci byle było ładne (takie są początki chyba każdego kolekcjonera). Dzięki kolejnym wyjazdom moja kolekcja powiększała się dość szybko. Rosła również moja wiedza na temat minerałów. W 1983 roku zacząłem specjalizować się w kruszcach.
Wystawa na Politechnice
Warszawskiej W między czasie w latach 1984 i 1986 wiedziony chęcią ugruntowania swojej wiedzy o minerałach próbowałem dostać się na studia, oczywiście na wydział geologii. Niestety nie zdałem. Nadal więc, jestem tylko
Rok 1990 był dla mojej kolekcji przełomowy. W czasie jej gruntownego
przeglądu, stwierdziłem ze zgrozą, że mam aż 120 okazów pirytu, przy czym
piryty te różniły się głównie tym, że pochodzą z różnych miejsc świata. Mimo
usilnych starań, nie znalazłem logicznego wytłumaczenia, po co mi tyle
okazów jednego minerału. Moja reakcja była natychmiastowa. Powziąłem silne
postanowienie, że będę zbierać wszystkie minerały, ale nie więcej niż po
kilka okazów każdego z nich. Oznaczało to tylko jedno. Większość
powtarzających się okazów musiała zniknąć z mojego zbioru. Na pierwszy ogień
poszły oczywiście piryty. W sumie z prawie 700 okazów, w mojej kolekcji
ostało się zaledwie 180. Było w nich jednak prawie 120 różnych minerałów.
Odbudowywanie kolekcji po tym wstrząsie trwało kilka lat.
W 2000 roku, po wielu latach teraz już systematycznego zbierania minerałów, moja kolekcja przekroczyła 1000 okazów. Powoli zaczynało mi brakować miejsca w mieszkaniu. Pomyślałem wtedy, że mógłbym kiedyś stworzyć własne muzeum. Dlaczego “kiedyś” a nie za rok, czy może pięć lat? Otóż myśl ta wydawała mi się wtedy tak nierealna, że nawet nie próbowałem o tym marzyć. Los jednak lubi płatać figle...
P.S. Zapewne myślicie że na swoim
Muzeum zarobiłem już krocie. Mylicie się. Marny ze mnie biznesmen. Krocie to
jak na razie zarobili Ci którzy łaskawie zgodzili się abym wystawił u nich
swoją kolekcję. Warunek był tylko jeden. Zrobię to za darmo. Oczywiście
byłem taki głupi że się zgodziłem. Mówi się trudno... Wprawdzie nie mam z
tego ani złotówki ale dzięki temu przez te lata już setki tysięcy ludzi
mogło obejrzeć moja kolekcję. Ich zachwyt jest dla mnie największą zapłatą i
jednocześnie motywacją aby nadal powiększać swoją kolekcję. Robert Borzęcki
Więcej informacji o historii Muzeum można znaleźć klikając na poniższy przycisk.
|
|
|