|
|
|
JESTEŚ
MOJE KOLEKCJONERSTWO Od kiedy pamiętam zawsze coś zbierałem. Pierwsze były pocztówki, później kolejno znaczki, monety, stare żelazka na węgiel i puszki od piwa. Gdy już trochę spoważniałem, (jeśli w wieku dwunastu lat można być poważnym) zainteresowałem się kilkoma dziedzinami nauki a szczególnie chemią. Najbardziej lubiłem hodować kryształy Niestety moje marzenia o efektownych doświadczeniach ciągle rozbijały się o brak odpowiednich odczynników a zwłaszcza różnorodnych związków metali. Chwilowo, więc oddałem się pogłębianiu wiedzy teoretycznej, w oka mgnieniu pochłaniając całe tomy różnych dzieł, miej lub bardziej naukowych. W tym czasie wpadła mi w ręce książka Kazimierza Maślankiewicza pt. „Wśród minerałów i skał”. Muszę przyznać, że początkowo nie wzbudziła mojego zainteresowania. Pewnego zimowego wieczoru, gdy akurat nie miałem nic innego do czytania, postanowiłem wreszcie do niej zajrzeć. Zdjąłem ją z półki, zdmuchnąłem wielomiesięczny kurz, otworzyłem, zacząłem czytać i... Skończyłem nad ranem. Byłem oszołomiony. Przecież minerały to prawie czyste związki różnych pierwiastków tak potrzebne mi do doświadczeń. Wystarczy je tylko trochę przerobić...
Poszukiwanie agatów w Płóczkach - 1982 rok.
Natychmiast chciałem szukać minerałów. Szukać, ale gdzie? Pomyślałem, że
minerały chyba najłatwiej znaleźć na hałdach kopalń, w których je
eksploatowano. Najlepiej gdyby były to kopalnie już nieczynne, bo tam nikt
nie będzie zabraniał mi wejść. No dobrze, ale gdzie w Polsce są takie
kopalnie? Musiałem jak najszybciej zdobyć na ten temat jakąś wiedzę.
Zacząłem pochłaniać kolejne tomy książek, tym razem o historii polskiego
górnictwa, zwłaszcza kruszcowego (przecież najbardziej interesowały mnie
związki metali). W ciągu kilku miesięcy, po przeczytaniu setek publikacji i
artykułów, zdołałem dowiedzieć się na tyle dużo, że byłem w stanie wytyczyć
trasę swojej pierwszej wyprawy po minerały. Na wyprawę tę wyruszyłem w lipcu
1980 roku. Zebrałem wtedy kilka okazów (niektóre z kryształami), i po
powrocie do domu... Ustawiłem je na półce. O żadnej przeróbce nie było już
mowy. Teraz znajomość chemii ułatwia mi identyfikowanie minerałów. Historia
polskiego górnictwa kruszcowego stała się moją drugą pasją (patrz: „Wykaz
złóż i lokalizacji geologicznych w Polsce”).
Początki mojego zbierania minerałów były raczej trudne. Pierwszym znalezionym przeze mnie okazem był złoty sześcienny kryształek z charakterystycznym prążkowaniem na ścianach, słowem ewidentny piryt. Chyba przez pół roku wypytywałem różnych fachowców, co to jest i czy to na pewno to. W końcu mieli mnie dosyć. Początkowo zbierałem wszystko jak leci byle było ładne (takie są początki chyba każdego kolekcjonera). Dzięki kolejnym wyjazdom moja kolekcja powiększała się dość szybko. Rosła również moja wiedza na temat minerałów. W 1983 roku zacząłem specjalizować się w kruszcach.
Wystawa na Politechnice
Warszawskiej - 1986 rok. W między czasie w latach 1984 i 1986 wiedziony chęcią ugruntowania swojej wiedzy o minerałach próbowałem dostać się na studia, oczywiście na wydział geologii. Niestety nie zdałem. Nadal więc, jestem tylko amatorem.
Rok 1990 był dla mojej kolekcji przełomowy. W czasie jej gruntownego
przeglądu, stwierdziłem ze zgrozą, że mam aż 120 okazów pirytu, przy czym
piryty te różniły się głównie tym, że pochodzą z różnych miejsc świata. Mimo
usilnych starań, nie znalazłem logicznego wytłumaczenia, po co mi tyle
okazów jednego minerału. Moja reakcja była natychmiastowa. Powziąłem silne
postanowienie, że będę zbierać wszystkie minerały, ale nie więcej niż po
kilka okazów każdego z nich. Oznaczało to tylko jedno. Większość
powtarzających się okazów musiała zniknąć z mojego zbioru. Na pierwszy ogień
poszły oczywiście piryty. W sumie z prawie 700 okazów, w mojej kolekcji
ostało się zaledwie 180. Było w nich jednak prawie 120 różnych minerałów.
Odbudowywanie kolekcji po tym wstrząsie trwało kilka lat.
W 2000 roku, po wielu latach teraz już systematycznego zbierania minerałów, moja kolekcja przekroczyła 1000 okazów. Powoli zaczynało mi brakować miejsca w mieszkaniu. Pomyślałem wtedy, że mógłbym kiedyś stworzyć własne muzeum. Dlaczego “kiedyś” a nie za rok, czy może pięć lat? Otóż myśl ta wydawała mi się wtedy tak nierealna, że nawet nie próbowałem o tym marzyć. Los jednak lubi płatać figle.
W maju tego roku zawitałem do Złotego Stoku gdzie trwał właśnie zlot przewodników podziemnych tras turystycznych. Jego gospodarzem była Elżbieta Szumska – moja dobra znajoma z kopalni złota. Wieczorem przy ognisku, rozweseleni dobrym piwem zaczęliśmy snuć plany na przyszłość. Powiedziałem wtedy, że jestem w stanie pożyczyć Eli na wystawę część mojej kolekcji minerałów, a nawet całą, jeżeli sobie tego zażyczy. Niestety, słyszało to zbyt wiele osób. Rano, gdy tylko oprzytomniałem Ela pokazała mi dwie sale, w których miałem zrobić swoje muzeum...
Więcej informacji i fotografii Muzeum można znaleźć klikając na poniższy przycisk.
PRZENOSINY Po czteroletniej współpracy umowa z Elą niestety wygasła i moja muzealna przygoda dobiegała końca. Pocieszała mnie tylko myśl, że przez tych kilka lat kolekcję zobaczyło prawie dwieście tysięcy osób. Teraz jednak wszystko to miało wrócić do pudeł. Wtedy z niespodziewaną propozycją wystąpiła Basia Korbas - dyrektorka Podziemnej Trasy Turystycznej w Nowej Rudzie. Zaproponowała mi nie tylko salę na Muzeum, ale i miejsce na sklepik z minerałami. Bez namysłu przyjąłem tę propozycję. Moje Muzeum ponownie otworzyło dla Państwa swoje podwoje... Robert Borzęcki
|
|
|